Włóczyłem się po ulicach jak zwykle, czekając na jakiekolwiek ciekawe zdarzenie. O, proszę.
Widzę cię - mruknąłem telepatycznie w stronę odmienionej czarodziejki przechodzącej obok mnie na ulicy - czuć od ciebie magią na kilometr...poza tym, dlaczego nosisz to ścierwo przy sobie?
Dziewczyna podskoczyła i zaczęła się rozglądać.
To nie żadne ścierwo - burknęła z oburzeniem - jest moim przyjacielem.
- Wiesz ile biednych nastolatek ten potwór zdążył unicestwić? Zamienić w wiedźmy? Nie zliczysz tak pokaźnej liczby ofiar. Głupich dziewczątek, życzących sobie pierdół dla dobra własnej rodzinki czy kochanka... - uniosłem brwi.
- Jeśli głupio postąpiły, to ich wina...
- Uważaj, jak dobierasz sobie przyjaciół, Etsuka. Z czystej ciekawości zapytam, czego sobie życzyłaś?
-Skąd znasz moje im... Nieważne. Posłuchaj, aktualnie nie mam ani rodziny, a już tym bardziej żadnego kochanka, jestem zmęczona, chcę już iść do domu, a ty zaczynasz mi działać na nerwy, co mnie zasmuca bo nie lubię zawierać znajomości w takich okolicznościach...
- Jak na sfrustrowaną osobę jesteś nader miła... nie mam nic do roboty, więc cię po prostu odprowadzę, dobrze? Chyba, że masz coś przeciwko.
-Uhm... No dobra... Możesz mnie odprowadzić...-zdziwiła się trochę.
Zadowolony ze swojego prostego sposobu nawiązania znajomości szedłem trochę wolniejszym krokiem obok niej.
- Zastanawiałaś się, skąd znam twoje imię... masz je na tej bransoletce - uniosłem jej przegub do góry i obejrzałem ozdobę dokładniej, po czym puściłem jej rękę - przepraszam za lekko wypaczony start. Jestem Igor..tyle ci na razie wystarczy.
-Wybaczam - patrzyła się w chodnik od czasu do czasu zerkając w moją stronę. Było po niej widać, że mimo wielkiej chęci stara się unikać prowadzenia konwersacji.
- Nie powstrzymuj się od mówienia... pytaj, nakazuj, nie krępuj się.
Sam nie jestem zbyt rozmownym typem, ale przeszkadzał mi brak jakiegokolwiek dźwięku w pobliżu...
-Ze wszystkimi zaczynasz znajomość w taki sposób? - zaczęła niepewnie.
- Nie zawsze, ale lubię zaskakiwać ludzi.
-Aha.
Dotarliśmy do jakiejś zaniedbanej dzielnicy.
-Szczerze powiedziawszy sama nie jestem pewna czy powinnam to robić, ale... Nie miałbyś nic przeciwko zjedzeniu zupki chińskiej?
- Nie mam... mieszkasz w ciekawym miejscu.
-Tak sądzisz? Uwierz mi, nie jest AŻ TAK źle jak wygląda - zaśmiała się.
-Nie mam czasu na jakieś prace dorywcze... może w wakacje? No cóż, rzadko miewam gości, więc pozwolę sobie "zaszaleć" i zapalę światło - nacisnęła pstryczek i całe mieszkanie wypełniło przyjemne światło żyrandola.
- Czuję się wyróżniony - usiadłem na krzesełku wędkarskim - przydałoby się tu odmalować...- zmierzyłem wzrokiem lekko odrapane ściany pokoju.
-Było tu już tak jak tu przyszłam - otworzyła jedną z szafek wiszących nad małą kuchenką, z której wysypała się sterta zupek chińskich - oj...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz